poniedziałek, 21 czerwca 2010

Miała być notka o moim nowym ukochanym staniku - tym razem szcześliwcem zostało limonkowo-czarne Tease me z Krągłej Kasi, ale przeglądając zdjecia na komputerze natknęłam się na swoje stare prace konkursowe i postanowiłam się nimi ze światem podzielić :) A co, w końcu całkiem udane są!?

Już nawet nie pamiętam jaki to był konkurs, na pewno bardzo, bardzo dawno temu, bo hasło konkursu to "Kocham mój stanik", a z prac wynika, że wtedy lubowałam się w Antosi i Inferno :)

 

Kocham mój stanik 1

Opcja napadu na sklep z bielizną ciągle aktualna, dobrze, że Onlyher.pl  mnie zaopatruje w nowości, bo chyba bym z magazynu nie wychodziała :)

Kocham mój stanok 2

Antoskę dalej kocham i dalej bym jej za nic nie oddała :) Ale na szczęście teraz Masquerade ma konkurencję w postaci Curvy Kate, szkoda tylko, że wybór fasonów jest na razie niewielki (za to kolorystyczny i masz babo placek!).

 

W konkursach staram się zawsze brać udział, bo "kto nie startuje ten nie wygrywa"! Oczywiście nie zawsze jest się tym szczęśliwym numerkiem, ale dobra zabawa przy tworzeniu dzieła zawsze jest tego warta :) No i można zyskać sławę jak pokazał ostatni kokurs Freyi :)

czwartek, 20 maja 2010

Moją nową ulubioną marką jest teraz Audelle :) Choćby dlatego, że grzecznie produkuje staniczki do miski G z DOBRĄ konstrukcją, czyli takie, które:

a) mają ścisły, stabilny obwód, którego nie muszę zaniżać

b) trzymają rozmiarówkę, jak noszę u nich 70G to wiem, że z nowego modelu powinnam zamawiać 70G

c) biustonosz unosi moje piersi do góry i do przodu, robi bardzo ładny kształt

d) miski są ciut większe :D

 

Ale dziś nie o marce chcę pisać, ale o jednym z moich ulubionych faworytów w kolorze czarnym - czyli o Opulence soft bra. Model już z zeszłego sezonu, niestety nie ma jego kontynuacji w innych kolorach (np. w bieli.... ach... zamarzyło mi się).

Stanik jest zrobiony z czarnej koronki, ozdobiony czerwono-brązowo-złotym haftem z motywem róż. Miseczki są zrobione z podwójnej warstwy - wierzchnia - koronka, spodnia - cieniutka siateczka. Jak dla mnie jest to plus. Haft jets bardzo starannie wykonany, podobnie jego zakończenie (góra miseczek) - nie ma tu miejsca na latające nitki. Pomiędzy miseczkami urocza kokardka z dyndającym kryształkiem (niby taki drobiazg, a jednak cieszy oko). Fiszbiny są sztywne i drobne naciągnięcie obwodu nie powoduje ich deformacji. Mostek jest z tych wyższych, ale za to bardzo wąski.

Obwód należy zdecydowanie do tych ścisłych, ja przy 71cm (ciasno) nie dopiełabym się w 65! Część obwodu przy miseczce to dalej piękna koronka podszyta siateczką, ta za panelem bocznym to już zwyka "obwodowa siatka". Zapięcie jest podwójne.

Ramiączka są bardzo cienietkie (mają 1,3cm!), rzadko się z tym spotykam w rozmiarze 70G :) Regulowane na całej szerokości, co dla mnie - kurdupla (tfu, osoby wysokiej inaczej) jest bardzo ważne. Zapięcia metalowe, lakier nie odpryskuje nawet podczas testu - drapanie paznokciami.

Do tak pięknego stanika nie może jednak zabraknąć majtek! (Ot, ja wpędziłam przyjaciółkę w stanikowy raj, a ona mnie w kompleciarstwo! Moon to wszytsko twoja wina!) Audelle pokazało na co je stać :) (Zresztą ta firma chyba słynie z "do tych majtek muszę dokupić stanik")

Na moim siedzeniu zagościły figi w rozmiarze 12 (na ok. 99cm w biodrach). Ich przód to kontynuacja haftu z miseczek, po bokach czerwone kokardki, dolna część to koronka taka jak w biustonoszu, ale już bez spodniej warstwy siateczki. Tył jest gładki. Na jego środku kokardka z kryształkiem!

Jedynym minusem było początkowe drapanie materiału obok pachy. Na szczęście jedno pranie ze zmękczacem tkanin i po kłopocie :D

Podsumowując: Komplecik przepiękny! Jak można go nie mieć w swojej kolekcji?

niedziela, 14 lutego 2010

W ostatnim czasie moja szuflada znacznie zmieniła skład. Do jej najnowszych nabytków należą staniczki marki Pour Moi. Marka ta nie jest nowa, ale dopiero od jakiegoś czasu bliżej znana wśród biuściastego społeczeństwa.

Co wyróżnia Pour Moi wśród innych? W czym jest lepsza / gorsza?

Na pewno pierwsze, co się zauważa to stosunkowo niskie ceny (staniki kosztują nie więcej jak 150zł, a w większosci jest to koszt 99zł), jeszcze niższe na promocjach i wyprzedażach (ceny osculują wokół 65-75zł). Wg mnie jest to ogromny plus, bo wiele z nas jest tylko studentkami, które nie zawsze mogą sobie pozwolić na wydatek powyżej 100zł. Jak również jest to ułatwienie przy przekonaniu kogoś do nowego rozmiaru, gdzie już nie mówi się, że dobry stanik to wydatek 200zł, co często zniechęcało do zakupu.Teraz "nowe" nie patrzą na nas jak na fanatyków, ale mogą poważnie zastanowić się na takim wydatkiem :D

Czy za tą niską ceną idzie w parze jakość?

Wg mnie jak najbardziej. Nie są to staniki zrobione z byle czego, ich trwałość dorównuje Panache. Także do wykonania nie mam się co przyczepić. Niezwykłą dbałość o szczegóły wystarczy zaprezentować na modelu Provence (recenzja nie długo na blogu). Konstrukcja również jest udana, a fiszbiny są wg mnie pośrednie. Niektóre modele zyskują sobie ogromną popularność, także wśród biustów- strożków.

Czy każdy znajdzie coś dla siebie?

I tak i nie :) Przede wszystkim w tej marce nie zaniżamy obwodu! Na moje 71cm pod biustem pasuje idealnie większość 70-tek, wiele też z nich uważam za bardzo scisłe (np. model St. Tropez). Podobnie przedstawia się sprawa głębokości miseczek - staniki Pour Moi są przeważnie dużomiseczkowe. W ten sposób wiele osób zaczyna mieścić sie w rozmiarówce. Koniec ze strefą G+!

Oczywiście zakres rozmairowy jest tylko do G (w lutym pojawi sie model do J, już testowany przez sklep Onlyher), więc nie ma porównania z Panache czy Freyą, która ma w swojej ofercie miseczki K. Jednakże dzięki ścisłym obwodom i dużomiseczkowości marka ta jest alternatywą dla osób na pograniczu rozmiarów. Jest również konkurencją dla osób ze środka tabelki, bo "skoro nie widać różnicy to po co przepłacać?" Bo nie oszukujmy się, ale nawet na wyprzedażach (chodzi mi o sklepy, nie allegro czy ebay) staniki Panche czy Freya nie kosztują 65zł!

Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, ale Pour Moi ma dość bogatą ofertę, więc jest duża szansa, że każdemu coś przypadnie do gustu. Mnie osobiście bardzo się te staniki podobają. Najgorsze jest to, że dzięki ich ścisłym obwodom i tym, że są bardzo wygodne to mam ochotę na więcej niż jedną wersje kolorystyczną danego modelu!

Podsumowując - marka Pour Moi sprawiła, że znowu mieszczę się w strefie G- :D Ogromnie mnie to cieszy, bo wybór staników w rozmiarze 65H/HH jest jednak  ograniczony. Druga sprawa, to wygoda. Moim najulubieńszym stanikiem stał się teraz St. Tropez, bo zwyczajnie nie czuję go na sobie :) Trzecia - mój portfel też jest zadowolony - wydaje dalej mnóstwo kasy na staniki, ale mam ich więcej :) (eee no dobra, portfel dalej jest niezadowolony, mój Krzysiek też)

sobota, 12 grudnia 2009

Czy OnlyHer to sklep tylko dla małobiuściastych?

 

Jak zaczynałam przygodę z sklepem OnlyHer to moje pierwsze moje skojarzenie było takie, że OnlyHer postawiło wybitnie na towar dla osób z mniejszym biustem. Dlaczego? Ot, jak wrzucę do wyszukiwarki rozmiar 65H (na wymiary 71/100, czyli bez przesadnego zaniżania obwodu, a w zasadzie to jestem na pograniczu miski H i HH, bo mam dużą asymetrię) to oczywiście wynik jest 0. Jak patrzę na modelki na zdjęciach to same chude tyczki z mniejszym biustem, a pobieżnie patrząc na modele to widzę producentów takich jak DM czy Pour Moi? – wg mnie producentów staników małoobwodowych do misek DD.

Dostałam propozycję, aby pomierzyć sobie cały (no, prawie cały) asortyment sklepu. Pierwsza moja myśl – „Dużo to tego nie będzie, jedna Opulencja i Provence Full Cup” – bo te dwa modele znałam ze zlotu, że większe występują. Czekało mnie miłe zaskoczenia, gdy Agnieszka (właścicielka sklepu) przyniosła ze sobą 2 kartoniki wypchane stanikami w rozmiarach 32F-G i 34F-G. „O! Dużo tego, ale pewnie wszystko będzie na mnie za luźne” – pomyślałam z łezką w oku, gdy zabierałam się do wypakowywania.

Pierwszy model do zmierzenia (Opulence z Audelle) i już pierwsze wielkie rozczarowanie. I to zdecydowanie na plus. Dostałam do zmierzenie rozmiar 32FF i … pasowało! Zaskoczenie było tym większe, że mam naprawdę duża asymetrię, a tutaj staniczek ładnie przylegał do piersi, może minimalnie na większej piersi była „bułeczka”, ale to już bardziej moje wewnętrzne 3-oko ją widziało niż była naprawdę. Dla pewności zmierzyłam jednak 32G i rzeczywiście większa pierś zyskała trochę miejsca, natomiast na mniejszej nieco już odstawała koronka. Drugą niespodzianką był obwód – przyjemnie ścisły (bo ja strasznie ściśliwa jestem), ale nie duszący. Wygodny. Wniosek nr 1 – zamiast 65H należy szukać 70G .

Ale przede mną kolejny stanik uśmiecha się kusząco. Enchant Semi-padded z Discover Mademoiselle (marki, którą wyjątkowo uważałam za bardzo małobiuściastą) – żeby nie było, że tylko miękusy są na duże biusty. Rzucam się na 32G i … za ciasny! Ledwo co oddychałam, a moje plecy zaczęły wyglądać jak szynka na święta. Aga czym prędzej podała mi 34F. Tutaj obwód już wygodniejszy, miska również ładnie się układa i nie musiałam brać 34FF – a przy usztywnianych staniczkach zwykle stosuję takie zabiegi, bo wg mnie producenci często zapominają, że w taki stanik ma dalej wejść 100 cm biust. Wniosek nr 2 – należy również przeszukać dział 34F.

Kolejnym stanikiem jaki dostałam do zmierzenia była Atena T-Shirt (tez Audelle). Miseczki wg mnie standardowe, obwód znów przyjemnie ścisły, dla porównania zmierzyłam 34F. Obwód nie latał, ale mostek zaczął delikatnie odstawać.

Jako, że nie mam porządnego straplessa zmierzyłam również Monroe z Discover Mademoiselle Agnieszka odradzała mi na początku ten model – gdyż sama nie była przekonana czy jest on w stanie utrzymać tak duży biust. Ponieważ nie było większego rozmiaru to zmierzyłam 32F. Pierwszą rzeczą jaka się „rzuciła w oczy” to obwód – miałam problem, aby się zapiąć – potrzebowałam pomocy, a zwykle mi się to nie zdarza. Punkt drugi – misce F bardzo malutko brakowało, aby być idealną (nieszczęsna asymetria się kłania). Punkt 3 – stanik trzymał bez ramiączek w podskokach – dla mnie były zdecydowanie tylko dodatkiem. No i nie spłaszczał jakoś szczególnie. Wniosek – DM to nie tylko marka dla małobiuściastych.

Następnych staników już nie pamiętam, tyle tego było! Kojarzę tylko, że ze wszystkich zmierzonych modeli, to tylko w Opulence Plunge z Pour Moi? potrzebowałam obwodu 65.

Zostałam mile zaskoczona. Po przyzwyczajeniu się, że we Freyach i Panachach trzeba brać (zwykle) obwód 65, aby stabilnie trzymał mój (jednak nie trochę ważący) biust zapomniałam, że obwód 70 (a nawet 75!) też może być na mnie dobry. Pour Moi? okazało się marką zdecydowanie probiuściastą, podobnie jak Audelle. Pozostałe marki również mają mi coś do zaoferowania. Ważne jest jednak, aby staniki pomierzyć, a nie na ślepo wołać „Ja muszę mieć 70, bo inne mi będą latać!” oraz „Nie, w F na pewno się nie wcisnę”.

Przed zakupem polecam konsultację z Agnieszką, która bardzo dobrze zna sprzedawane przez siebie staniki i potrafi ocenić (na 90% trafnie) czy dany model będzie dobrze leżał i jaki wziąć rozmiar (no, nie spodziewałam się tego straplessa zupełnie!).

Wniosek końcowy – Onlyher jest sklepem zdecydowanie probiuściastym i wiele biustów J czy H znajdzie coś dla siebie. Dlaczego? Bo zaniżanie obwodu wcale nie jest regułą. A modeli w samym rozmiarze 70G jest 16, a 75F – 25 !!!

 

Na koniec małe porównanie:

 

Biust w staniku 65H Harmony marki Panache

Harmony

 

Biust w staniku 70G Opulence marki Audelle


Opulence

czwartek, 15 października 2009

Marzeniem każdej kobiety jest wyglądać szczupło, sexownie i olśniewajaco, zwłaszcza w tym najważniejszym dniu. Biała sukienka, delikatny makijaż, idealny mąż, niebieska podwiązka... Nie możemy jednak zapomnieć, o tym co jest przecież bardzo istotne - o bieliźnie! W zależności od modelu  wybranej sukni zastanawiamy się jaki dopasować biustonosz. Czasem jednak nasz wybór pada na coś innego. Mianowicie na gorset. Wg mnie idealnym kandydatem do tego zadania jest Masquerade Hestia w kolorze ivory.

Na pierwszy rzut oka - widzimy typowy gorset. Jednakże to jak z pudełkiem czekoladek, o ich smaku przekonamy sie dopiero jak spróbujemy. Tak ma się właśnie z Hestią.

Hestia

Gorset wykonany jest z dość elastycznej tkaniny, która łardzo ładnie modeluje sylwetkę. Dzięki specyficznemu szyciu już wizualnie wydaje się wyszczuplać i eksponować talię.  Co ważniejsze gorset jest bardzo wygodny, nic nie uwiera, nie drapie, nie myśli się tylko o tym, by jak najszybciej go z siebie zdjąć. Tkanina jest gładka i miła w dotyku, aż chce się głaskać. Gorset mieni się przy świetle, zdecydowanie nie jest matowy.

Hestia2

Hestia posiada aż 8 pionowych fiszbin. Niestety nie są one metalowe, tylko plastikowe. Przy dłuższym i intensywniejszym użytkowaniu ulegają drobnej deformacji, zwłaszcza w okolicy pod biustem. To chyba największa wada tego gorsetu. Myślę, że przy takiej cenie można się było pokusić o chociaż 2 metalowe.

Do gorsetu są dołączone zapinki do pończoch. Są one małe i dyskretne, zrobione z elastycznej gumki, zakończone wstążeczką. Odpada nam myślenie, że trzeba sie zmieścić jeszcze w pas.

zap

Miseczki są lekko usztywniane, nie na tyle jednak by zamawiać większy rozmiar. Producent stanął na wysokości zadania i są one standardowe. Również maskaradkowe pionowe ciecie zapewnia nam nasz ulubiony kształt - jabłuszek w koszyczku. Brzeg miseczek, jak i dół gorsetu jest wykończony grubszą koronką, która nadaje całości elegancki wygląd.

Hestia3

Miłą odmianą są odpinane ramiączka. Dzięki naprawdę udanej konstrukcji można je odpiąć, a gorset dalej utrzymuje biust, pomimo braku podszycia silikonem. Wydaje mi się, że tego brakuje wielu gorsetom jak i stanikom.

Jednak najlepsze znajduje się z tyłu. Otóż gorset posiada sznurowanie wstązką na całej długości.

Hestia33

Dzięki temu zabiegowi możemy jeszcze lepiej wymodelować sylwetkę, a do tego haftkowe zapięcie zostaje ukryte. Hestia traci tylko bieliźniany charakter.

Hestia5

Warto dodać, że dzięki naprawdę sporej regulacji nie należy zaniżać rozmairu gorsetu, jak to ma miejsce w przypadku biustonoszy.

 

Podsumowując - jeśli miałabym kiedyś stanąć na ślubnym kobiercu, to tylko z Hestią. Jej urok, możliwości i dobra konstrukcja spełniają moje oczekiwania wobec gorsetu na taką uroczystość.

wtorek, 08 września 2009

Sprzątając w czeluściach mojej stanikowej szuflady natknęłam się na staniki, których z różnych powodów już nie noszę / nigdy nie nosiłam. Załkałam cichutko i powyjmowałam je na światło dzienne, aby chociaż  swe oczy (skoro nie biust) nacieszyć ich widokiem. Od razu rozpoczęłam dochodzenie, dlaczego to, nie noszę ich dumnie na piersi, tylko chowam w szufladzie. Jeden z nich właśnie jest bohaterem mojej dzisiejszej opowieści.

FYC

Freya Yasmin, bo o ten staniczek właśnie chodzi, jest naprawdę urocza. O jej przynależność do mojej szuflady od razu może świadczyć kolorystykę - odcienie fioletu. (Jestem zakochana we wszystkim co fioletowe, aż dziwne, że mam tak mało fioletowych biustonoszy!) Tył staniczka i ramiączka są jasno fioletowe, zaś miseczki kremowe, w kolorowe kwiatuszki. Brzeg miseczki również obszyto fioletową koronką. Tkanina jest delikatna i miła w dotyku, jak to w staniczkach Freyi się przyjęło. Hmm, czyli opcja  nienoszenia staniczka - "nie lubię tego koloru" odpada, podobnie jak "drapie mnie ta koronka". Idziemy dalej...

FY

Inną cehcą tego modelu są właśnie ramiączka - raczej należace do tych grubszych, co mi jednak w żaden sposób nie przeszkadza. Nie są to typowe "szelki", gdyż na gumkę zostały doszyte falujące falbanki nadające im lekkości. Co ważniejsze nie wbijają się w ramiona, co jest dla mnie szczególnie denerwujące. Przecież ciężar piersi ma być podtrzymany przez obwód nie ramiączka!

Ramiaczka

Niestety obwód staniczka pozostawia wiele do życzenia. Moim zdaniem jest zdecydowanie luźny. Przy moich 71cm pod, nawet na najciaśniejszej haftce nie czułam się komfortowo. Obwód nieznacznie, ale dla mnie niedopuszczalnie podjerzdzał mi na plecach. Nie jest to model, który poleciłabym fankom "dusicieli". Cóż, wygląda na to, że mam trop, dlaczego to nie spędzam czasu z Yasmin...

Jednakże okazało się, że tajemniczą cechą jest rozmiar biustonosza. 32FF krzyczała do mnie metka, podczas, gdy noszę 65H/70G, z tendencją do 65HH/70GG. Wg mnie staniczek jest zdecydowanie normalnomiseczkowy. Przy porządnym wygarnięciu zrobiła mi się na większej piersi brzydka buła i popsuła cały efekt, kiedy to pośpiesznie nałożyłam staniczek. Również szybko ujawniły się bułki podpachowe już całkowicie go dyskwalifikując. Ciekawostą natomiast dla mnie było, że na zdjeciu biust w Yasmin wydaje się zdecydownaie mneijszy niż np. w Inferno czy Fieście. Szkoda, powędrował teraz do innego biustu, znaczy się rąk :)

Freya Yasmin

Podsumowując - fajny stanik, raczej młodzieżowy. Gdyby nie luźny obwód i rozmiar na pewno zostałby u mnie w szufladzie, pośród Antosiek, Arabelek i innych cudeniek.

środa, 19 sierpnia 2009

Skuszona promocją w La Senza (Staniczki po 5Ł!!! No kto by się nie skusił?) zakupiłam biustonoszy sztuk 3 (chciałam więcej, ale przysłali tylko 3!). Jednym z nich jest Ultrasoft Plunge w kolorze Ivory., czyli bohater mojej dzisiejszej opowieści. Jako, że promocje mają to do siebie, że nasz standardowy rozmiar już nie jest do kupienia, wziełam staniczki z szerszym obwodem i przeliczoną miseczką. Nie obawiałam się specjalnie luzów w obwodzie, gdyż większość opinii posiadaczek La Senza jest taka, że są one naprawdę ścisłe.

Ultrasoft

Ultrasoft nie spełnia tej reguły. Jest co prawda ścisły, ale nie aż tak. Mostek (swoją drogą niski i dość wąski, co mu się chwali) niestety nie przylega do ciała, a w przypadku plunga jest to dla mnie od razu wadą nie do przyjęcia. Szkoda, że już na początku zdyskwalifikowałam zakup, niestety później było już tylko gorzej.

Mostek

Same miseczki są usztywnione cienką warstwą pianki (sztywniejszą niż w Inferno). Nie wiem czy producent zapomniał, że "sztywniaczki" w związku z tym, muszą mieć pojemniejsze miseczki czy może taka już moja tendencja, że żaden plunge na mnie nie pasuje, ale są one zdecydowanie ZA MAŁE. Mam wrazenie, że o co najmniej dwa rozmiary. Brzeg miseczki wbija się w pierś tworząc sporą bułę, również na mniejszej piersi.

Miseczka

Miłą niespodzianką jest materiał z jakiego wykonano Ultrasoft. Przyjemna i gładka w dotyku bawełna koloru białego z motywem małych kwiatuszków. Hasło "Ultrasoft. Feel it. Touch it. Love it." w tym wypadku się sprawdza.


Brzeg miseczek jest wykończony czerwoną koronką, również milusią w dotyku. Jednej jej jakość pozostawia wiele do życzenia.

Koronka

Ciekawie zostały zrobione ramiączka. Dwa "zaczepy" z bawełny, a dopiero wyżej biała gumka (nota bene gładka od wewntrz i miła w dotyku).

Ramiączka

Do kompletu oczywiście zakupiłam sobie dół, w tym wypadku stringi w rozmiarze 14. Pierwsze co zwróciło moją uwagę to ich rozmiar. Uwaga, drogie Panie, rozmiarówka jest ZANIŻONA! Te stringi to maksymalnie 12! (Oczywiście pasowały na mnie - czyt. wbiłam się w nie, co nie oznacza, że ładnie się prezentowały.) Czyżby do za małego stanika dodawano za małe majtki?

Stringi

Co do wykonania stringów - mamy tu znaną ze staniczka bawełnę w kwiatki, która niestety bardzo się gniecie. Wykończenie majteczek czerwoną koronką dodaje uroku, jednakże koronka się zwija i sprawia wrażenie bardzo nietrwałej.

Stringi2

Całość na zdjeciu prezentuje się ładnie i zgrabnie, szkoda, że niepodpasowała mi z rozmiarem.

Całośc

Podsumowując - być może na mniejszym biuście stanik leży znaczie lepiej (ot, choćby na modelce La Senza), bo z moim jest zdecydowanie niekompatybilny.

Ja2

P.S. Pierwsze zdjęcie wyszło zupełnie przypadkiem, chciałabym tak dobrze wyglądać w tym staniku, jak na tym zdjęciu :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Od zawsze marzył mi się jakiś śliczny push-up, ot tak, dla odmiany od miękkich staniczków. Albo może na przekór - bo nawet przed uświadomieniem ciągle słyszałam, że nie na mój biust takie „ustrojstwo”.  Zaczynałam już wierzyć, że Panie z bazarków mają rację...

Inferno midnight

I tutaj jak z nieba, czy może raczej z czeluści piekielnych, pojawiło się Inferno marki Panache. Muszę przyznać, że jak rozpakowałam paczuszkę z bohaterem tej opowieści to byłam zbita z tropu. „A co to za brzydactwo mi przysłano? I co za ogromne michy! Przecież ja się w tym utopię!” – pomyślałam odruchowo. Oczywiście zaraz po założeniu zmieniłam zdanie o 180 stopni.  „Ja mam taki biust??? Co za cudowny stanik!!! Na nic go nie zamienię!” Tak drogie Panie, Inferno nabiera „kształtu” dopiero po założeniu, dlatego nie należy zbyt pochopnie go oceniać.

Inferno

Pierwsze co się rzuca w oczy to miseczki. Jak już wspomniałam zdają się być ogromne (siostra założyła mój stanik na głowę, naprawdę!), mi nawet przypominają dwa talerze (nawet moja koleżanka kojarzy go jako "ten od talerzy"). Wypełnione są one cienką  warstwą gąbki, dzięki czemu staniczek jest usztywniony i nadaje biustowi wygląd dwóch przytulonych jabuszek, czyli właśnie taki o jakim każda z nas marzy. Tutaj pojawić się może pytanie – czy miseczka jest standardowa, czy może producenci zapomnieli odjąć pojemność gąbki? Według mojej opinii rozmiarówka jest w normie, z tendencją do zaniżonej.

Grubość miseczki

Oczywiście nie samą miseczką człowiek żyje. Warto zauważyć, że Inferno jest bardzo nisko zabudowane pod pachą (jak w bazarkowych 75B) i ma maksymalnie obniżony mostek. Dzięki temu zabiegowi nie straszne nam już upały! Biustonosz idealnie nadaje się do zadań specjalnych – przepastnych dekoltów czy bluzek kopertówek.

Mostek

Kolejną drobnostką, jaka wzbudziła moją sympatię do piekielnego stanika są odpinane ramiączka. (nie wiem zupełnie dlaczego tak rzadko spotykane w biustonosza o miseczkach D+, nie mówiąc już o G+) Wystarczy je przepiąć i voila! Stanik do częściowo odkrytych pleców gotowy!

Ramiączka

Waszą uwagę powinien zwrócić pewnie drobny, ale ważny szczegół - na zdjęciu stanik zdaje się być matowy. W rzeczywistości jednak materiał z jakiego jest uszyty jest gładki, śliski i ... świecący! Zupełnie jakby ktoś go przetkał cienką, srebrną nitką! Fakt ten można wykorzystać na wiele sposobów, np. ostatnio jest bardzo modny tiuning – możemy doszyć kilka koralików, cekinów, frędzelków i oto mamy kostium na zajęcia z tańca brzucha.

Materiał

Z kwestii praktycznych warto podkreślić, że obwód jest raczej ścisły, podszyty na całej szerokości mało rozciągliwą gumką.  W ten sposób szczupły zakres rozmiarowy (60-85 D-G) można rozszerzyć już o 2 literki.

Nie tylko wygląd, ale i kolorystyka biustonosza jest dość ciekawa. Jeśli pominie się świętą trójcę (czerń, biel i krem), to możemy się zachwycać: oberżynowym fioletem, koralowym różem i wieczornym granatem. Ciekawe co jeszcze nas czeka?

Inferno coral

Podsumowując: nie oddam go za żadne pieniądze świata! Spektakularny efekt i wymarzona dolinka są warte swojej ceny, zwłaszcza, że wrażenie jakie wywiera na mężczyznach jest nie do podrobienia (to jedyny biustonosz jaki rozpoznaje mój chłopak bez zająknięcia, zresztą jego ulubiony). Nic tylko zakochać się, piekielnie!

 

Jako ciekawostkę podam, że Inferno na zdjęciach w kolorze Midnight jest w rozmiarze 70G, zaś w kolorze Coral  jest w rozmiarze 75G.

piątek, 14 sierpnia 2009

Z okazji zakupienia karty Benefit (a raczej Mulisport) zyskałam możliwość wchodzenia na różne ośrodki aktywności ruchowej, w tym siłownie. Przejrzawszy swoją szafę stwierdziałam, że nie posiadam nic, co by się na siłownię nadawało (ok, to był tylko pretekst). Zostałam więc zmuszona do zakupienia sportowego stanika. Mój wybór padł na SHOCK ABSORBERa (model MAX SPORTS (BE53). Co mnie do niego skusiło? Przyznam się od razu, że różowy kolor i okazja zakupienia go w bardzo niskiej cenie, bo tylko 85zł (wysyłka już wliczona ) , swoją drogą na giełdzie Lobby.

Ja w SA

Oczywiście zanim dokonałam zakupu przekopałam się przez wszystkie wątki, które traktowały o SA. Najczęściej powtarzane opinie były takie, że stanik jest bardzo ścisły i lepiej wziąć obwód większy niż zwykle nosimy (należy pamiętać, że w trakcie ćwiczeń ruszamy się o wiele aktywniej niż normalnie i lepiej się nie "podduszać", dzięki temu będziemy mogły wykonać więcej ćwiczeń). Ja noszę staniczki w rozmiarze 65H/70G, więc 75F wydawało się idealne.

Wydawało się - to dobre słowo. Jako, że jest to stanik do szczególnych zadań specjalnych jego walory estetyczne idą na drugi plan, zaś funkcjonalność zdecydowanie wychodzi na prowadzenie. I tak... Mierzę staniczek, mierzę i... lipa.

- Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy to zbyt luźny obwód. Może ktoś uzna mnie za maniaczkę "dusicieli", ale spodziewałam się  po tylu opiniach naprawdę czegoś innego. Zapięta na najciaśniejszje haftce czuję się swobodnie i wygodnie, ale dla mnie (71cm pod biustem) obwód powinien być jednak węższy.

- Sprawa druga, która mnie początkowo zniechęciła do SA to ramiączka - po co takie długaśne ramiączka z tak niewielką możliwością regulacji??? No pytam się, po co??? Igła, nitka i nożyczki w ruch i po sprawie. Gdybym jednak miała zakupić taki stanik w sklepowej cenie byłoby to dla mnie nie do przyjęcia.

Ramiączka

- Kolejna sprawa - brak fiszbin w staniku. Hmm, no nigdy wcześniej nie miałam stanika bez fiszbin (nawet w czasach za małych 70D), więc raczej nie mogę być obiektywna. Zamiast miseczek w staniczku są takie "dziury" na piersi. Ogólnie nie jest źle - stanik podtrzymuje ciężar moich, jednak nie małych, piersi, choć takiej "kreseczki" to dawno nie widziałam.

Wnętrze staniczka

I chyba mojego marudzenia na tyle, przejdźmy do tych walorów, które spowodowały, że bardzo lubię mojego SA.

- SA ma dość wysokie boczki i dzięki temu ciałko ładnie się do nich chowa, znika problem "buł podpachowych".

Tył staniczka

- Co najważniejsz nigdzie nie obciera, nie wbija się, nie odgniata. Jest bardzo wygodny....

- Materiał, jeśli wierzyć temu, co napisano na metce to w 59% poliester, 34% poliamid i 7% elastyna. Ogólnie jest bardzo miły i i gładki w dotyku. Rzeczywiście nie rozciąga się jakoś specjlanie (w zasadzie jedyna rozciągliwa część to tył obwodu). W spoczynku (najciaśniejsza haftka) ma 66cm, zaś w rozciągnięciu 80cm (gdzie jest to już maksymalne naciągnięcie).

- Podwójne zapięcie z tyłu, daje to poczucie stabilności i dzięki temu biust nie "lata".

Zapięcie staniczka

A co mogę powiedzieć po kilku miesiącach testowania?

- Czepialska jestem z tym obwodem, ale może rzeczywiście do ruchu taki jest najlepszy, w sumie nie narzekam.

- Stanik przede wszytskim spełnia swoją funkcję. Piersi nie skaczą, nie kładą się na brzuchu, nie rozchodzą się na boki, hmm, czego chcieć więcej? (Kilka kilogramów mniej, oczywiście).

- Stanik nie posiada jakiś szczególnych śladów użytkowania, na allegro mogłabym go reklamować jako raz, czy dwa razy prany :) Nie zmechacił się, nie odbarwił, nie rozciągnął, nalepka i metka się nie sprały.

Przód staniczka

Co do walorów wizualnych - połączenie różu i szarości wyszło bardzo ładnie. W zasadzie staniczek przypomina króki top. Wg mnie jest to bardzo dużą zaletą - jeśli chce się pobiegać, a upały nie rozpieszczają, nie trzeba zakładać na niego nic więcej.

Czy mogę dodać coś jeszcze?

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy!

 

    Należę do powiększajacego się grona kobiet, które zaczęły nosić odpowiednio dobrany stanik (odpowiednio - czyli właściwy rozmiar). Wszystko zaczęło się od przeczytanie kilku wpisów na blogu Stanikomania, a potem dołączeniu do Lobby Biuściastych. Tam, spotkałam się z nieocenioną pomocą (i nie tylko!). Dziewczyny pokazały mi, że mój biust wcale nie jest ani ogromny, ani niewymiarowy (w zasadzie jest całkiem przeciętny, no, może trochę większy). Przesiadłam się ze zwykle kupowanego 70D (z braku wyboru, w sklepach, bazarkach, trudno było dostać mniejszy obwód z większą miseczką) na 70G, potem 65H. Teraz patrzę w lustro i nie mogę się nadziwić jak poprawił się wygląd i struktura mojego biustu (jest jędrniejszy, bardziej podniesiony, nie przypomina już "uszu spaniela" ;p) oraz jak zmieniła się moja sylwetka (biust przestał się zlewać z brzuchem i okazało się, że mam talię ;p)

    Jako, że moje zakupy stanikowe od tamtego czasu dość znacznie urosły postanowiłam zrecenzować posiadane przeze mnie nabytki. Ku zadowoleniu i przestrodze, co kupić, a od czego się lepiej trzymać z daleka :)

    Na moim blogu pojawią się rówież notatki na temat sklepów, w których kupowałam (czyli wszystko, co powinno się wiedzieć, zanim zaczniecie zakupy).

    Mam nadzieję, że mój blog się Wam spodoba i będzie pomocny :D

 

1 , 2 , 3 , 4